Sinfonia Varsovia
Marek Janowski dyrygent
Richard Wagner Uwertura i bacchanale Muzyka z Góry Wenus (Venusberg Musik) z aktu I opery Tannhäuser (wersja paryska 1861) [22’]
przerwa
Anton Bruckner VII Symfonia E-dur WAB 107 (wer. 1885, wyd. 1954) [64’]
I. Allegro moderato
II. Adagio: Sehr feierlich und sehr langsam
III. Scherzo: Sehr schnell
IV. Finale: Bewegt, doch nicht schnell
„Ciągle winien jestem światu Tannhäusera” – miał powiedzieć ledwie trzy tygodnie przed śmiercią Richard Wagner. Słowa te pod datą 23 stycznia 1883 roku zanotowała w swoim pamiętniku żona kompozytora – Cosima. U kresu bujnego życia sędziwy mistrz mógł czuć pewien niedosyt związany ze swoją piątą ukończoną operą. Pracował nad nią przecież długo. Wliczając wszystkie poprawki i redakcje dzieła – funkcjonującego w dwóch „podstawowych” wersjach (drezdeńskiej i paryskiej) – Tannhäuser zajmował go przez ponad 30 lat. Najpierw powstało autorskie libretto (szkic prozą – lipiec 1842, wersja wierszowana – kwiecień 1843), następnie muzyka (ukończona 13 kwietnia 1845). Później powracał doń periodycznie, ciągle szlifując i udoskonalając partyturę, która ciągle go nie zadowalała.
Wagner wiązał z tym dziełem nadzieje na podbicie serc paryskiej publiczności – niestety tutaj, w 1861 roku musiał przełknąć gorzką pigułę niezrozumienia i odrzucenia. Tannhäuser – przekształcony względem pierwotnej wersji (prapremiera: Drezno, 19 października 1845) – został zdjęty z afisza Opery Paryskiej zaledwie po trzech przestawieniach (13, 18 i 24 marca 1861) wśród awantur, buczenia i gwizdów członków paryskiego Jockey Clubu. Paradoksalnie, tę premierę poprzedziły długie tygodnie przygotowań – co najmniej 164 próby. Kto zawinił? Kompozytor ze swymi nowatorskimi pomysłami? Wpłynął na to raczej niefortunny zbieg okoliczności i towarzysko-polityczne antagonizmy. Zaproszenie do wystawienia Tannhäusera wystosował do Wagnera sam cesarz Napoleon III, jednak źródeł klęski należy upatrywać w pośredniczce przedsięwzięcia – księżniczce Paulinie Metternich, żonie austriackiego ambasadora. To jej towarzyska niepopularność przyczyniła się do blamażu dzieła.
Wagner próbował wyjść naprzeciw upodobaniom francuskiej publiczności, uwielbiającej balet w operze. Rozbudował więc następującą po uwerturze scenę w grocie Wenus, dodając fantastyczne, orgiastyczne w wyrazie Bachanalia. Z dramaturgicznego punktu widzenia pomysł doskonale się tłumaczył. Cóż z tego – członkowie Jockey Clubu nie zwykli przecież przychodzić na akt pierwszy. Balet powinien być w akcie drugim. Choć dziś trudna do zrozumienia, awantura ta zapisała się na kartach historii muzyki.
Tannhäuser, sięgający do średniowiecznych podań o frankońskim krzyżowcu-minnesängerze i turnieju śpiewaczym na Wartburgu, to przypowieść o dwóch sferach miłości: zmysłowej (symbolizowanej przez Wenus) i duchowej (uosabianej przez Elżbietę), przesłanie o odkupieniu przez miłość. Temat ten frapował Wagnera przez całe życie, wokół niego krąży przesłanie większości jego dzieł. Muzyka „pogańskich” Bachanaliów na Górze Wenus skrzy się nowatorstwem, wyraźnie zwraca się w stronę konstrukcyjnej swobody, emanuje brzmieniowym wysmakowaniem i orkiestrową wirtuozerią. Toczy się w tonacji E-dur, przeciwstawionej dźwiękowej surowości, ale też wzniosłości chrześcijaństwa i jego duchowości – w kontrastującym Es-dur. To niemal zapowiedź wyrafinowania Tristana, który nadejdzie za lat kilkanaście.
Jednym z największych paradoksów w dziejach muzyki XIX wieku jest fakt, że twórczość Wagnera ukochał sobie kompozytor, który w swojej własnej postawie artystycznej plasuje się na jej zupełnych antypodach. Dorobek autora Tetralogii to przecież wcielenie romantycznej syntezy sztuk, w której słowo (poetycki tekst) odgrywa niezwykle istotną rolę. Anton Bruckner był natomiast reprezentantem czystej muzyki absolutnej, autonomicznej, obywającej się bez tekstu i odniesień programowych. Nieśmiały prowincjusz z Ansfelden, świetny organista (w latach 50. XIX wieku piastował to stanowisko w rodzinnym mieście, następnie przez dwa lata w katedrze w Linzu) odebrał chaotyczne wykształcenie muzyczne. Rzetelne studia w dziedzinie harmonii i kontrapunktu odbył grubo po trzydziestce, dojrzewał artystycznie bardzo późno. W 1863 roku – miał wówczas 39 lat – usłyszał w Linzu po raz pierwszy Tannhäusera. Podziałało to jak katalizator – odtąd wielbił Wagnera entuzjastycznie i bezgranicznie. Z harmonicznych i orkiestrowych innowacji mistrza z Bayreuth wysnuł własne artystyczne wnioski i z powodzeniem wykorzystał je w swoich potężnych symfoniach. Oryginalnością stylu języka muzycznego nie mają one sobie równych, aczkolwiek – w ogólnych kształtach – kultywują klasyczny, czteroczęściowy wzorzec. Uznania za życia się nie doczekał, odbiór jego dzieł przysporzył mu więcej goryczy niż satysfakcji. Z jednym wyjątkiem: VII Symfonii E-dur. Pisana w latach 1881–83 (zrewidowana w 1885), dedykowana królowi Ludwikowi II Bawarskiemu, okazała się jego największym i długo wyczekiwanym sukcesem. Po raz pierwszy wykonana została w Lipsku 30 grudnia 1884 roku – orkiestrą Gewandhausu dyrygował Arthur Nikisch.
Czteroczęściowy monument pławi się w niezwykłej, intensywnej melodyjności. Bruckner zadbał o spójność tematyczną dzieła. Symfonię otwiera temat intonowany przez waltornie i wiolonczele na tle delikatnego szmeru skrzypiec. Zanim rozwinie się przetworzenie, dorzuci jeszcze dwie istotne myśli tematyczne. W poważny nastrój Adagia wprowadzają cztery tuby wagnerowskie, debiutujące tutaj na niwie symfoniki. Podania mówią, że nad tym ogniwem Siódmej Bruckner pracował, gdy dotarła do niego wiadomość o śmierci Wagnera. Nastrój jak z żałobnego rapsodu przeplata się tu ze świetlistym, niosącym pocieszenie tematem, tchnącym wagnerowską „zmysłowością”. Tka Bruckner kontrapunktyczną tkankę aż do wielkiego klimaksu, w którym jeden jedyny raz używa czyneli. Niemal rustykalne scherzo w części trzeciej kontrastuje nutą komizmu, a całość podsumowuje finał, nawiązujący do głównego tematu z początku symfonii. Wymowną klamrę wzmacnia powrót tej myśli w kadencyjnych fanfarach, gęstym, orkiestrowym tutti.
– Marcin Majchrowski (Polskie Radio)
Miejsce: Studio Koncertowe Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, ul. Modzelewskiego 59, Warszawa
Dojazd: najbliższe przystanki transportu publicznego to: TELEWIZJA POLSKA (ok. 300 m) – linie 4, 10, 11, 14, 15, 16, 18, 31, METRO WIERZBNO (ok. 500 m) – linia M1
Fragment ul. Modzelewskiego między Woronicza a Ksawerów posiada chodnik tylko po jednej stronie drogi, z wysokimi krawężnikami.
Parking: Przy wejściu do budynku wyznaczono 1 miejsce dla osób z niepełnosprawnością, dostępne za szlabanem. Wokół budynku obowiązuje strefa płatnego parkowania.
Wejście główne: do wejścia głównego prowadzi kilka schodów. Dalsza droga do sali koncertowej wymaga pokonania kilkudziesięciu schodów w górę.
Osoby poruszające się na wózku mogą zostać wpuszczone wejściem służbowym, prosimy o zgłoszenie takiej potrzeby koordynatorce dostępności: 885 556 433.
Dostępne są wybrane miejsca w I rzędzie, rezerwację prowadzi Sinfonia Varsovia (do 3 dni przed wydarzeniem): tel. (+48) 22 582 70 89 lub bilety@sinfoniavarsovia.org
Osoby poruszające się na wózku mogą zostać wpuszczone wejściem służbowym, prosimy o zgłoszenie takiej potrzeby koordynatorce dostępności: 885 556 433.
Pętla indukcyjna nie jest dostępna podczas wydarzenia.
Możemy zapewnić asystę podczas wydarzenia (np. odebranie z najbliższego przystanku). Prosimy o kontakt do piątku, 24 kwietnia: olga.curzydlo@sinfoniavarsovia.org lub 885 556 433
Kontakt: Jeśli masz pytania o dostępność wydarzenia – zachęcamy do kontaktu z koordynatorką dostępności: Olga Curzydło, mail: olga.curzydlo@sinfoniavarsovia.org tel./SMS 885 556 433